8.4.12
1.
napełniam się sprzecznościami. chcę, nie chcę, lubię, nie lubię, odejdź i wróć. zaczynam się zastanawiać nad tym, czego tak naprawdę oczekuję. od innych, ale i od siebie. być może pora przestać płakać po nocach w poduszki? być może pora zaprzestać wracać myślami do tamtych chwil? tamtych cudownych chwil. przecież mówisz mi, że nie ma w tym szans, a ja swoje ciągle i ciągle, nieustannie. fajnie było, ale się skończyło. ponoć czasem tak bywa. trochę niemiło się to skończyło. niemiło też się od siebie oddalamy. ale widocznie tak Ci lepiej. lepiej Ci wtedy, kiedy jestem w Twoim życiu, tylko wtedy, kiedy Ty masz na to ochotę. kiedy przypomni Ci się - 'kurczę, fakt, przecież ona istnieje. ach, zapytam co u niej '. i tak to właśnie wygląda patrząc z mojej perspektywy. dobrze, że chociaż rozmawiać ze sobą jeszcze potrafimy. coraz mniej słów, coraz mniej zainteresowania, coraz mniej Ciebie. mniej kontaktu ze światem. więcej muzyki. alkoholu. dymu papierosowego. z dnia na dzień rozpadam się trochę bardziej, ale jednak staję się silniejsza. tak, właśnie, cholerne sprzeczności.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz